Blog: Zakładamy firmę, czyli perypetie jednego okienka
Obowiązujące od 31 marca 2009 r., zmienione przepisy regulujące rejestrację działalności gospodarczej w założeniu miały ułatwić i skrócić przeszłym przedsiębiorcom procedurę zakładania własnej firmy. Przede wszystkim miało być krócej i łatwiej, jest dłużej i trudniej, a na dodatek nikt nic dokładnie nie wie.
Przekonało się o tym boleśnie kilku moich znajomych, którzy z konieczności czy też chęci pracy u siebie postanowili założyć własną firmę i przy okazji skorzystać z nowego trybu jej rejestracji. Pierwszy rejestrował się 4 tygodnie, drugi robi to już ponad 3 i jak na razie nic nie wskazuje na to, aby udało mu się zakończyć w najbliższym czasie. A urzędnicy bezradnie rozkładają ręce. Okazuje się bowiem, że szybciej założymy tę naszą upragnioną firmę sami biegając po wszystkich urzędach (o czym obydwaj bohaterowie felietonu zostali lojalnie uprzedzeniu przy składaniu wniosku o rejestrację), aniżeli ziści się nowa procedura. Czyli powróciliśmy do punktu wyjścia.
„Jedno okienko" to pomysł nie nowy, bo lansowany uparcie od kilku lat, również przez poprzednią ekipę rządzącą. Miało to być antidotum na walkę z kryzysem, działać na pobudzenie przedsiębiorczości, wreszcie stanowiło element rządowego pakietu antykryzysowego. Czy jednak osiągnięto zamierzony efekt? Obawiam się, ze niestety był to kolejny strzał kulą w płot. Trudno jest bowiem znaleźć uzasadnienie dla argumentu, że szybka rejestracja firmy to lekarstwo na czasy kryzysu i sposób na pobudzenie gospodarki czy przedsiębiorczości. Bo, czy uzależniamy założenie własnej działalności od czasu jej rejestracji, czy to jest podstawowy powód i przyczyna? Nie ulega wątpliwości, że uproszczenie procedury rejestracji firmy na pewno jest potrzebne, jak zresztą szeregu innych, ale jako przemyślane i zintegrowane działanie, a nie jako chwyt propagandowy i przyczynek do odtrąbienia kolejnego „sukcesu". Dziwi, że ustawodawca nie przewidział, że do sprawnego funkcjonowania nowej procedury rejestracyjnej potrzeba integracji różnych systemów i instytucji, co nie jest ani łatwe, ani szybkie, ani proste, ani tanie. No i jawi się pytanie czy takie wsparcie i pomoc jest naprawdę niezbędna na stracie początkującym przedsiębiorcom i do tego w czasach kryzysu.